Category Archives: po polsku

Wymyślanie Sieci na nowo

poniższy post jest tłumaczeniem postu Mitchell Baker “Reinventing the Web

W zaledwie 20 lat Sieć stała się jedną z najważniejszych infrastruktur współczesnego życia. Dziś dostrzegamy szansę, by Sieć, przez kolejny skok, stała się jeszcze bardziej użyteczna, przyjemniejsza, by otworzyła nowe szanse przed biznesem i mogła lepiej służyć celom społecznym.

Wyobraź sobie bogactwo i wolności Sieci płynnie zintegrowane w urządzeniach mobilnych. Wyobraź sobie, że to wszystko działa i to działa niezależnie od tego czy używasz aplikacji do specjalnego celu czy przeglądarki by odkryć swoją własną drogę.

Wyobraź sobie, że pobierasz aplikację i ona działa na wielu urządzeniach, niezależnie od jakich producentów pochodzą. Wyobraź sobie, że możesz wybrać czy chcesz kontaktować się z dostawcą aplikacji bezpośrednio czy przez Apple, Google albo Microsoft.

Wyobraź sobie, że masz wybór tego kto kontroluje Twoją tożsamość. Logujesz się na stronę i wszystko co zrobiłeś w sieci staje się dostępne dla świata? A może logujesz się i tylko to co Ty uznasz za publiczne staje się dostępne dla świata?

Wyobraź sobie poczucie bezpieczeństwa kiedy jesteś online – kto cię śledzi, kto sprzedaje informacje o tobie, kto cię chroni i jak możesz ochronić siebie sam.

Wyobraź sobie, że rozumiesz Sieć, poczucie kompetencji by robić rzeczy, by zmieniać te które istnieją i tworzyć kolejne, które spełniają twoje potrzeby. Wyobraź sobie, że uczenie się Sieci jest fajne i wykracza poza świat programistów obejmując zwykłych ludzi.

Mozilla tworzy ten świat. Mamy jego wizję, architekturę, technologie i plany produktów. Te produkty tworzymy właśnie teraz. Mamy zasoby finansowe, by zrealizować te cele. To ekscytujący i bardzo produktywny okres. Spójrz w nasz raport roczny, aby zobaczyć co zrobiliśmy i co jest na horyzoncie. Dołącz do nas, by razem budować ten świat.

“Definiowanie własności” autorstwa Paula Grahama

Marzec 2012

Jako dziecko przeczytałem książkę z opowieściami o słynnym osiemnastowiecznym sędzim z Japonii o imieniu Ooka Tadasuke. Jedna ze spraw które rozsądzał została wniesiona przez właściciela baru z jedzeniem. Biedny student, który mógł tylko pozwolić sobię na ryż, jadł go, jednocześnie delektując się zapachami z kuchni dochodzącymi z tego baru. Właściciel chciał, by student zapłacił za zapachy, które dawały mu przyjemność. Student kradł jego zapachy!

Ta historia przypomina mi się za każdym razem, gdy słyszę o RIAA i MPAA oskarżających ludzi o kradzież muzyki i filmów.

Brzmi dla nas absurdalnie, by traktować zapachy jako własność. Ale mogę wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś mógłby żądać opłat za zapachy. Wyobrażcie sobie, że żyjemy w bazie na księżycu, gdzie powietrze sprzedawane jest na litry. Mogę sobie wyobrazić dostawców powietrza dodających aromaty za dodatkową opłatą.

Powód, dla którego wydaje nam się absurdalne, by traktować zapachy jako własność wynika z tego, że taki system by nie działał. Na bazie księżycowej jednak, mógłby.

To co jest uznawane za własność zależy od tego co jesteśmy zdolni uznać za własność. A to nie tylko może się zmieniać, to się zmienia. Ludzie zawsze (dla pewnych definicji człowieka i zawsze) traktowali małe obiekty noszone przez osobę za własność. Ale ludy zbieracko-łowieckie nie traktowały ziemi, na przykład, jako własności w takim rozumieniu jak my. [1]

Powodem, dla którego tak wiele ludzi uznaje, że własność ma jedną, niezmienialną definicję, jest to, że ta definicja zmienia się bardzo wolno. [2] Tak się jednak składa, że znajdujemy się właśnie w środku takiej przemiany. Koncerny muzyczne i studia filmowe dystrybuowały to co tworzyły jak powietrze przez tuby na stacji księżycowej. Ale wraz z nadejściem sieci, przenieśliśmy się na planetę, której atmosferą możemy oddychać. Dane przenoszą się teraz jak zapachy. Koncerny i wytwórnie, przez połączenie myślenia życzeniowego i krótkoterminowej zachłanności, ustawiły się w pozycji tego właściciela baru, oskarżając nas wszystkich o kradzież ich zapachów.

(Powodem dla którego używam określenia “zachłannośc krótkoterminowa” jest fakt, że prawdziwym problemem z wytwórniami i studiami jest to, że ludzie, którzy nimi kierują są wynagradzani premiami, a nie akcjami. Gdyby byli nakręcani akcjami swoich firm, szukali by sposobów by wykorzystać przemianę technologiczną, zamiast walczyć z nią. Ale tworzenie nowych rzeczy trwa zbyt długo. Ich premie zależą od przyszłorocznych przychodów, a najlepszym sposobem by je podnieść jest wyciągnięcie więcej kasy z tego co już robią.)

Co to znaczy? Czy ludzie nie mają prawa, by naliczać za to co tworzą? Na takie pytanie nie istnieje prosta odpowiedź typu tak lub nie. Ludzie mają prawo naliczać za kontent kiedy naliczanie za kontent działa.

Ale przez “działa” mam na myśli coś bardziej subtelnego niż “kiedy im się uda”. Mam na myśli kiedy ludzie mogą naliczać za kontent bez zakładania kaftanów bezpieczeńśtwa na całe społeczeństwa, by móc to zrobić. Ostatecznie, firmy sprzedające zapachy na księżycu mogłyby nadal to robić na Ziemi, gdyby udało im się lobbingowo wymusić prawa zmuszające nas wszystkich do oddychania przez ich tuby także tutaj, choć nie jest nam to już konieczne.

Szalone kroki prawne, które podejmują te wytwórnie i studia właśnie tak wyglądają. Gazety i magazyny mają podobnie przerąbane, ale one przynajmniej odchodzą z wdziękiem. RIAA i MPAA zmusiłyby nas do oddychania przez tuby gdyby mogły.

Ostatecznie, wszystko sprowadza się do rozsądku. Kiedy naruszasz system prawny przez próbę wykorzystywania masowych pozwów przeciwko losowo wybranym ludziom jako formy przykładowego ukarania, albo lobbujesz za przepisami, które zepsułyby Internet gdyby udało się je przeforsować, to jest to ipso facto dowód, że używasz definicji własności która nie działa.

To właśnie w tym miejscu okazuje się, że fajnie mieć działające demokracje w wielu niezależnych krajach. Gdyby świat miał jeden, autokratyczny rząd, wytwórnie i studia mogłyby kupować prawa definiujące własność jako cokolwiek by chciały. Ale na szczęście są wciąż na świecie kraje, które nie są koloniami praw autorskich Stanów Zjednoczonych, a nawet w USA, politycy nadal obawiają się obywateli, jeśli tych zbierze się wystarczająco dużo. [3]

Ludzie, którzy rządzą USA mogą nie być zachwyceni kiedy obywatele lub inne kraje odmawiają nagięcia się do ich woli, ale ostatecznie leży to w naszym interesie, aby nie istniał jeden punkt, który ludzie chcący opakować prawo, by służyło ich interesom, mogliby zaatakować. Własność prywatna jest niesamowicie potrzebną ideą – możliwe, że jednym z największych wynalazków. Dotychczas, każda jej nowa definicja przynosiła nam rosnące bogactwo materialne. [4] Wydaje się być rozsądnym, by założyć, że najnowsza też to uczyni. Byłoby katastrofalne gdybyśmy wszyscy musieli korzystać z przestarzałej wersji tej definicji, tylko dlatego, że kilku potężnych ludzi jest zbyt leniwych, aby przejść na nowszą.

Przypisy

[1] Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o ludach zbieracko-łowieckich, polecam książkę Elizabeth Marshall Thomas “The Harmless People” oraz “The Old Way“.

[2] Zmiana w definicji własności jest zazwyczaj wynikiem postępu technicznego, a ponieważ postęp techniczny przyspiesza, można założyć, że tempo zmian w definicji własności również. To zaś oznacza, że tym ważniejsze jest dla społeczeństw, by mogły łagodnie reagować na te zmiany, ponieważ będą one następować coraz szybciej.

[3] Z tego co wiem pojęcie “kolonia praw autorskich” (ang. copyright colony) zostało użyte po raz pierwszy przez Mylesa Petersona.

[4] Stan technologii nie jest wyłącznie funkcją definicji własności. Każde z nich zawiera się w drugim. Ale pomimo tego, nie możesz mieszać w definicji własności bez wpływania na (i prawdopodobnie szkodzenia) stanowi technologii. Historia ZSSR daje nam żywy przykład iluistrujący taką sytuację.

autor: Paul Graham
tłumaczenie: moje (wersja do edycji)

Mozilla Europe i Mozilla w Europie

Projekt Mozilla odnosi niesamowite sukcesy w Europie. Cele jakie postawiliśmy sobie, spisane w ramach Manifestu Mozilli, są bardzo dobrze odbierane w środowisku Internautów w Europie.

Dzięki temu Mozilla ma świetne wyniki udziału na rynku Europejskim, ogromną rzeszę osób uczestniczących w projekcie, świetne kontakty z innymi społecznościami internetowymi, silne społeczności lokalne i w efekcie mamy miejsce przy stole w trakcie ważnych debat dotyczących przyszłości Internetu.

Mało kto jednak wie, że ten sukces udało nam się osiągnąć korzystając z bardzo skomplikowanej struktury organizacyjnej – w rzeczywistości istnieją trzy organizacje które powstawały w różnych momentach w odpowiedzi na konkretne problemy jakie nasz projekt napotykał (mozilla.org, mozilla.com i mozilla-europe.org).

Peterv ustawia pierwszy hosting dla Mozilli Europe w 2003

W ciągu ostatnich lat społeczność Mozilli w Europie pracowała wymiennie z jedną z tych trzech organizacji co niepotrzebnie komplikowało sytuację i utrudniało synchronizację.

Jedną z nich, stricte europejską jest stowarzyszenie Mozilla Europe założone w 2004 roku przez grupę aktywistów Mozilli w czasach gdy Mozilla Foundation nie była w stanie operować efektywnie na terenie Europy i szukaliśmy własnych rozwiązań pozwalających nam organizować nasz projekt.

Przez ostatnie 7 lat Mozilla Europe opiekowała się większością aktywności projektu, organizowała spotkania, wspierała konferencje, uczestniczyła w rozwiązywaniu konfliktów w społecznościach, chroniła marki, współpracowałą z prasą i angażowała się we wspieranie rozwoju projektu w różnych regionach Europy.

Od lipca 2005 miałem zaszczyt uczestniczyć w pracach stowarzyszenia jako członek zarządu. Był to niesamowity czas i ogromna odpowiedzialność, ponieważ Mozilla Europe koordynowała tworzenie się struktur i społeczności w Europie, ale też szansa na wykorzystanie mojego doświadczenia i wiedzy z Polski w skali całego kontynentu.

Mozilla jes niezwykłym projektem, ponieważ od wielu lat już stanowimy tak unikalny byt, że nie mamy od kogo się uczyć. Wszystkie decyzje, struktury, modele pracy i rozwiązania jakie mają służyć realizacji naszej misji musimy albo wymyślać całkowicie od nowa, albo adaptować do swoich potrzeb te zaczerpnięte od innych projektów Internetowych, kreatywnych firm, fundacji non-profit, albo projektów Open Source.

Dotychczasowe decyzje i kierunki działań pozwoliły nam rosnąć i adaptować się do zmian na rynku Internetowym na tyle skutecznie, że dziś Mozilla ma większe możliwości realizowania swoich celów statutowych niż kiedykolwiek w przeszłości!

To zaś pozwala nam skupiać się na adaptowaniu i rozwijaniu samej struktury projektu, tak aby przenosić udane rozwiązania lokalne na poziom globalny. W efekcie powstał projekt “One Mozilla”, którego celem jest unifikacja projektu w ramach jednej organizacji globalnej – Mozilla Foundation.

W efekcie powoli i sukcesywnie staraliśmy się identyfikować działania jakie podejmuje stowarzyszenie Mozilla Europe i wdrażać je na skalę globalną w ramach całego projektu. Wiele inicjatyw które przez lata działy się tylko w Europie pod auspicjami Mozilli Europe staje się globalne jak funkcje reprezentantów Mozilli, wolontariuszy pełniących funkcje rzeczników prasowych, uczestnictwo w konferencjach, organizacja własnych spotań w ramach inicjatyw MozCamp, współpraca z agendami rządowymi zajmującymi się Internetem i tak dalej.

Taki model organizacji pozwala nam lepiej skalować nasze działania na cały świat i pomagać innym regionom korzystać z tego co powstało w Europie, a także ułatwia synchronizację i efektywność relacji między projektem a fundacją.

Efektem ubocznym była też powolna redukcja roli stowarzyszenia Mozilla Europe na rzecz globalnej Mozilla Foundation i ostatecznie zarząd Mozilli Europe przy współpracy z Mozilla Foundation podjął decyzję o rozwiązaniu tej pierwszej i przekazaniu wszystkich inicjatyw pod auspicja globalnej Mozilli Foundation.

Ten ruch jest czysto operacyjny, nie wpływa w żaden sposób na nasze cele, działania i prace. Mozilla Europe nie zatrudniała pracowników i zarząd jest przekonany, że ta decyzja nie powinna mieć żadnego wpływu na pracę projektu i naszych społeczności.

Prezes stowarzyszenia, Tristan Nitot, oraz członkowie zarządu z niżej podpisanym, będą nadal opiekować się działaniami Mozilli w Europie i traktujemy ten ruch jako czystą redukcję biurokracji a także okazję do przedyskutowania modelu organizacji naszego projektu w Europie.

Chcemy zaktywizować większą grupę lokalnych społeczności do pracy na poziomie całej Europy i uruchamiamy nowe inicjatywy pozwalające większej liczbie osób wpływać na losy Mozilli na poziomie całego kontynentu. Mamy nadzieję także na silniejszą reprezentację naszych działań w ramach projektu Drumbeat oraz licznych inicjatyw znanych z Mozilla Labs w Europie a także planujemy otworzyć kilka otwartych przestrzeni dla osób zainteresowanych pracą nad rozwojem Internetu w ramach projektu MozSpaces. Pierwsze powstaną w Londynie i Berlinie w 2012.

Byłem ogromnym zwolennikiem tego rozwiązania ponieważ widzę w nim szansę na lepszą adaptację naszych działań w Europie do dynamicznego rynku Interentowego oraz na zwiększenie aktywności samej Mozilla Foundation na poziomie globalnym w Europie, Azji, Afryce czy Ameryce Południowej.

Europa jest przykładem i inspiracją dla społeczności Mozilli na całym świecie i wierzymy, że nasze globalne struktury są dziś wystarczająco silne, aby móc bezpośrednio angażować się i reagować na potrzeby lokalne. Sieciowa struktura naszego projektu dojrzała przez ostatnie lata i sprawia, że możemy dziś więcej niż kiedykolwiek przy mniejszym poziomie biurokracji.

Członkowie zarządu Mozilli Europe wraz z liderami społeczności lokalnych stworzą następny rozdział historii Mozilli w Europie i współpracując z Mozilla Foundation będziemy rozwijać projekt Mozilla reagując na potrzeby i wyzwania kolejnych lat.

Tyler o ocenie błędów

uwaga: ten post jest moją prywatną opinią, nie jest stanowiskiem żadnego z projektów w których pracuję.

uwaga 2: ten post nie jest opinią o wszystkich portalach i vortalach informatycznych. Są wciąż serwisy które dbają o jakość informacji, które weryfikują dane, które szukają u źródeł, których dziennikarze interesują się tematem na który piszą, a i w tych które wywołam tutaj do tablicy nie zawsze jest tak źle. Ale jest źle wystarczająco często bym pozwolił sobie na uogólnienia.

Przepraszam, że niezbyt często tu piszę ostatnio, ale mam mnóstwo pracy z L20n, Pontoonem i innymi fantastycznymi projektami nad ktorymi pracujemy i coraz mniej motywacji do prostowania tego co panowie copy&pasterzy napichcą.

Tym razem jednak zbieram się w sobie i prostuję ponownie. Otóż webhosting, dziennik internautów i dobre programy znów łyknęły plotkę i bujde ze slashdota jak rybka haczyk i ucieszone donieść raczyły, że “były szef społeczności”, że “zrezygnował”, że zanim to zrobił doniósł o “nowy cykl wydawniczy (…) bardzo źle wpływa na jakość Firefoksa” i tak dalej i tak dalej.

Pewnie, można olać, wszak to, że panowie wykonująct te copy&paste tłumaczenia (czasem nawet z autorskim komentarzem, zazwyczaj sarkastycznym i definitiwnie wieszczącym kłopoty Mozilli, ewentualnie deklarującym ekspercką wiedzę jakoby innym przeglądarkom wiodło się lepiej) zrobią to następnym razem niezależnie co tu napiszę.

Wiemy to bo niecałe półtora tygodnia temu te same portale donosiły o nieuchronnym usunięciu numerków wersji z okna “O Programie” Firefoksa dokładnie w ten sam sposób klonując sensacyjne doniesienia slashdotów z tak samo poprzekręcanymi faktami, plotkami i przekłamaniami. A 4 dni temu donosiły, że Mozilla planuje walczyć z Chromem przez WebAPI… i tak dalej…

Wiemy też, że tak jak zawsze nie skorzystają ze starej dziennikarskiej zasady pytania u źródeł, albo chociaż dania szansy wypowiedzenia sie drugiej stronie do której kontakt dostają regularnie od Lukasza Kluja, ode mnie, googlając/bingując Mozillę w Polsce lub na ślepo wpisując press@aviary.pl. Nic to nie da.

I tym razem wpadka, pomyłka, nie przyniesie wstydu, w odróżnieniu od slashdota nie zaktualizują swoich wpisów, nie zawstydzą się a czytelnicy radośnie w komentarzach skorzystają z okazji do kolejnego flamewara na temat tego która przeglądarka jest lepsza i jakim epitetem obrzucić współkomentatora który śmie woleć inną.

No to dla sprostowania:

  • Mozilla nie jest firmą w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Jest projektem, społecznością. Wszyscy którzy się wypowiadają i pracują w nim to kontrybutorzy, członkowie społeczności. Tyler jest członkiem projektu Mozilla. Część osób jest zatrudniona w Mozilla Foundation w różnych formach do różnych zadań. Tyler nie jest.
  • Tyler nie zrezygnował z uczestnictwa w projekcie tylko z pracy w grupie zajmującej się oceną nowych zgłoszeń
  • Tyler nie napisał nic na temat wzrostu liczby błędów w Firefoksie w wyniku nowego modelu wydań
  • W projektach open source pojęcie “bug” odnosi się do każdego zgłoszenia – czy to jest błąd, czy propozycja zmiany, czy pomysł. Zdecydowana większość z tych zgłoszeń jest nieprawidłowa lub duplikuje zgłoszenie już istniejące. Pisanie więc o “6000 błędów w Firefoksie” jest więc po prostu myleniem czytelników.
  • Ocena zgłoszeń to praca która od zawsze w Mozilli jest ścieżką przez którą przechodzi wielu nowych wolontariuszy, ja zaczynałem od pracy nad tym, Gavin, i inni też. Od takiej funkcji sortowania i kategoryzowania błędów do realnej oceny wpływu szybkiego cyklu na stabilność przeglądarki i liczbę błędów w niej jest bardzo daleko.
  • Jeśli któryś z dziennikarzy interesuje się naprawde tematem stabilności przeglądarki to może zechce przetłumaczyć wpis Jessiego Rudmana na temat statystyk błędów krytycznych Firefoksa w kolejnych wersjach (i artykułu Kairo na ten temat?)
  • Bugzilla Mozilli w ogóle nie jest narzędziem “jakościowym” tylko “ilościowym”, zbieramy setki zgłoszeń dziennie, większość nigdy nie zostanie rozwiązana, bo albo nie ma sensu, albo nie jest ważna (w stylu: “Hinduska wersja Firefoksa na system Solaris sprzed trzech lat ustawiony z czcionką cyrylicy nie wyświetla poprawnie strony CNN w wersji z 2008 roku”), albo nie jest do odtworzenia, albo nie jest w ogóle problemem tylko propozycją którą nikt się nie zajął i czeka na kogoś kto się danym tematem zainteresuje. Rozmowa o liczbach w takim kontekście i emanowanie nimi jest wynikiem głębokiego niezrozumienia tematu o którym się pisze.
  • Tyler napisał dwa sprostowania. Niestety sprostowania są mniej skandaliczne, a więc mniej atrakcyjne, niż oryginalna plotka. Szkoda, prawda?

Dużo się dyskutuje ostatnio na temat przyszłości prasy i mediów w dobie Internetu. Niestety z przerażeniem obserwuje dewaluację jakości dziennikarstwa dotyczącego tematów komputerowych, które idzie równolegle ze wzrostem liczby osób używających Internetu i zwiększającą się dynamiką tego co się w Webie dzieje.

W tym samym czasie kiedy wszędzie wokół mnie w Polsce kiełkują społeczności eksperckie, sceny front-endowe, back-endowe, webappowe, HTML5, webgamingowe itp. dziennikarski front słabnie w oczach, redukuje siebie sam do formy it-plotek.pl i skupia się na straszeniu użytkowników.

Czasem zastanawiam się jak to jest pracować jako dziennikarz IT, podpisywać się nazwiskiem pod tekstami i do tego stopnia nie interesować się tym co się dzieje z Siecią. Nie rozumieć czym jest Mozilla, czym Webkit, jak tworzone są standardy, jak wygląda współpraca twórców przeglądarek, czym jest W3C, Ecma albo jak działają projekty open source.

To smutne, ale drodzy panowie redaktorzy – obserwowany przez Was spadek czytelnictwa nie wynika z “kryzysu” mediów ani tego, że ktoś Wam “kradnie” czytelników. Obniżacie jakość, skupiacie się na plotkach, właściwie większość tego co piszecie o wydarzeniach wokół przeglądarek jest pełna przeinaczeń, błędów i dowodów, że tak naprawde tym tematem niezbyt sie interesujecie i nie staracie się go poznać. Dziwi Was zatem odwrót czytelników? Moim zdaniem głosują nogami.

A panowie rednacze – newsy o przeglądarkach cieszą sie popularnością? To może zatrudnijcie do pisania ich osoby które interesują się przeglądarkami? Na eventach takich jak Front Trends, Falsy-Values, czy zbliżający się onGameStart właściwie każda, losowo wybrana osoba będzie się nadawać. Zyjemy w czasach pasjonatow, warto z tego korzystac do budowania wartosciowych srodowisk :)

Web O’Wonder po polsku!

Pisałem niedawno o kampanii Web O’Wonder.

Niedługo po moim poście zgłosił się do nas Krzysiek Wróblewski i zaoferował swoją pomoc. Pomogliśmy mu założyć konto na Verbatimie, przygotowaliśmy stage, i prace ruszyły. Liderem lokalizacji był Krzysiek, pomagał mu Leszek “Teo” Życzkowski, a ja starałem się by ich praca napotykała jak najmniej przeszkód.

Krótki wywiad:

G: Jak dowiedzialeś się o projekcie i co sprawiło że się zgłosileś?
K: O projekcie dowiedziałem się oczywiście z Twojego bloga na Polskiej Planecie Mozilli. Zgłosiłem się, bo chciałem zobaczyć jak przebiega proces tłumaczenia i miałem trochę wolnego czasu :)

G: Jak Ci się pracowało przy nim?
K: Pracowało się bardzo dobrze, na początku musiałem opanować Verbatima, ale nie było to trudne, szczególnie z pomocą pana Leszka. Nie zdziwiło mnie za to, w jaki sposób Wasz zespół dyskutuje na temat najdrobniejszych szczegółów, bo z tego jesteście znani ;)

G: Co bylo najtrudniejsze?
K: Co było najtrudniejsze? Konieczność porzucenia takich ładnych czcionek na rzecz standardowych, z powodu niedostępności polskich znaków :P

G: Ile czasu zajęło Ci to tłumaczenie?
K: tłumaczenie zajęło chyba z tydzień, co raczej nie jest mistrzostwem świata, ale nie żałuję poświęconego czasu :)

Po zakończeniu pracy nad Web O’Wonder, Krzysiek pomaga przy kilku innych projektach specjalnych – tłumaczy m.inn. grę mobilną Spark. Poza Krzyśkiem, pomaga nam też Pitazboras, oraz siecobywatel, a gro pracy wykonał Teo.
Poza wysokiej jakości tłumaczeniami, Krzysiek napisał także dodatek do Thunderbirda – Glasser i mam nadzieje, że będzie miał ochotę na pracę z naszym zespołem przy następnych projektach :)

A za tłumaczenie WoW należą się Krzyśkowi gratulacje!

p.s. Jeśli masz ochotę się przyłączyć i pomóc z tłumaczeniem, załóż konto na Verbatimie i dodaj sugestie. Jeśli chciałbyś (chciałabyś) przejąć któreś z tłumaczeń, wyślij mi maila na zbigniew at aviary kropka pl.


Mini kampania z okazji wydania Firefoksa 4

Wraz z nadchodzącym wydaniem Firefoksa 4 Mozilla planuje małą kampanię promującą HTML5&Friends.

Aviary.pl szuka osób chętnych do pomocy w tłumaczeniu tej strony. Oferujemy dostęp do serwera testowego, niewielką ilość stringów do przetłumaczenia i sporą dawkę zasłużonego poczucia dobrze wykonanej roboty.

Zainteresowanych zapraszam do mailowania do mnie (zbraniecki at aviary dot pl) lub od razu do wejścia na Verbatim –  – zakładasz konto i dodajesz sugestie.

Uwaga, wysoka jakość tłumaczenia może skutkować niemoralnymi ofertami dalszej współpracy ze strony Aviary.pl ;)

Video w sieci rok później

Rok temu popełniłem wpis, w którym opisałem jak wygląda sytuacja z kodekami wideo, stanowisko jakie Mozilla Foundation przyjęła w tej kwestii oraz widoki na przyszłość.

W komentarzach napotkałem duży opór, większość komentujących miała zdanie skrajnie odmienne ode mnie, pisząc o nieuchronnym upadku Mozilli, rychłym spadku popularności Firefoksa, bezsensowności stawania na przekór tak potężnym firmom jak Google, Apple czy Microsoft…

Wystarczy, nie lubię wyżywać się, a poza tym tamta dyskusja była nie fair – ja pisząc to wiedziałem, że Google uwolni VP8, moi rozmówcy mogli odczytać moje słowa jako pobożne życzenia – wszak nic wtedy jeszcze na to nie wskazywało.

Summa summarum, dziś sytuacja jest odmienna. Wydaje mi się, że nasza postawa miała niebagatelny wpływ na decyzje Google o porzuceniu h.264, choć sądzę, że nasz wpływ był raczej pośredni – zatrzymaliśmy adopcję h.264, utrzymaliśmy pole otwartym, tak, że Google opłacało się postawić na WebM. Jestem dumny z tego jak Mozilla korzysta ze swojej pozycji do realizacji celów statutowych.

Nie wygraliśmy tego jeszcze – wciąż do przekonania są Apple i Microsoft i podejrzewam, że ta druga firma będzie łatwiejszym partnerem, ale krajobraz po roku czasu jest znacząco odmienny.

Co przyniesie następny rok? Sądzę, że dystans jaki dzieli WebM i h.264 w zakresie wsparcia sprzętowego zniknie, Adobe Flash zacznie wspierać VP8 (a może i WebM?), Microsoft dołączy wsparcie dla WebM, a Apple stanie przed trudnym wyborem… a jak będzie naprawde? Czas pokaże :)

Wywiad O Fx4 i nie tylko

Aż trudno uwierzyć, że nie pisałem tu od 2 miesięcy… Zagrzebałem się w projekt L20n tak głęboko, że nie znajdywałem w sobie motywacji do blogowania. :/ Obiecałem sobie w tym roku to zmieniać, bo wierzę, że komunikowanie tego co się robi pomaga całej społeczności – zatem spodziewajcie się więcej i krzycie jak będę lagował ;)

Na początek roku podrzucam wywiad który ukazał się na firefox.bajo.pl – miłej lektury i czekam na opinie :)

Ouch.

Uwielbiam czytać analizy bezpieczeństwa komputerów tworzone przez firmy sprzedające systemy antywirusowe. Okazuje się w nich, że Linux, Unix i MacOS są wybitnie narażone na wirusy i ataki, a Firefox, Chrome i Opera kompletnie nie chronią systemu lepiej niż IE.

To troche jakby koncern medialny publikował wyniki zamówionych przez siebie analiz z których wynika, że ludzie uwielbiają płacić za filmy, oglądać nieskończoną ilość utrudniaczy i reklam, oraz że filmy pobrane z Internetu psują karty graficzne i powodują epilepsje.

Na szczęście panowie z firm typu Symantec, Sophos regularnie zaspokajają moją potrzebę i tak na przykład dziś pojawiła się publikacja na temat raportu z maja firmy Sophos.

Raport jak raport, jak zwykle musimy wiedzieć, że żyjemy w zagrożeniu i nie ma od niego ucieczki, chyba, że kupimy produkty tych firm. Sądzę, że głównym targetem są osoby które rozważają przesiadkę, bo ktoś kto od kilku lat używa Linuksa, jak moja Mama, uśmiechnie się tylko jak porówna swoje bezproblemowe kilka lat z tymi wcześniejszymi, na Windows.

Natomiast uderzyła mnie, głównie z powodu braku logiki, jedna teza:

“Z jednej strony najwięcej błędów znajdowanych jest w programie Mozilli, ale z drugiej Firefox jest łatany stosunkowo szybko, a inni producenci, np. Microsoft czy Apple nie informują o wszystkich wykrytych błędach.

Wniosek z tego taki, że wszystkie przeglądarki są w równym stopniu narażone na niebezpieczeństwa, ponieważ wszystkie zasadniczo są środowiskiem dla uruchamiania kodu JavaScript.”

Po pierwsze, odwołam się ponownie do artykułu Johnathana “Mierzmy to co się liczy – pakiet SEC” – mówienie o liczbie publicznie opisanych błędów w przypadku porównania zamkniętej firmy, która tych błędów często nie ujawnia a poprawki włącza bez informowania o tym użytkownika do pakietów aktualizacyjnych jest nieporozumieniem. Mówienie o tej liczbie bez zainteresowania się tym jak poważne są to błędy i jaką grupę użytkowników narażają jest nie tylko bez sensu, ale też szkodliwe – uczy firmy złych nawyków i premiuje ukrywanie błędów.

Po drugie, porównywanie jabłek do gruszek – Mozilla łata szybko, a Microsoft nie informuje o wykrytych lukach jest równie bez sensu.

Po trzecie, cała wypowiedź jest zabiegiem erystycznym zwanym implikaturą. Oto w Firefoksie znajduje się najwięcej błędów (co samo w sobie jest dyskutowalną tezą, wg. Secunii Firefox 3.6 ma 9 błędów z czego 1 niezałatany, IE8 ma 15 z czego 5 niezałatanych, IE7 ma 47 z czego 11 niezałatanych, IE6 ma 148 z czego 24 niezałatane), ale, uwaga, z jednej strony szybko je łatamy, a z drugiej Microsoft i Apple ukrywają swoje błędy. Czyżby 2:0? Nieee… następnie narzucony zostaje wniosek, że jest 1:1 i nie ma bezpieczeniejszych i mniej bezpiecznych przeglądarek… :/

Wiem, powiecie że się czepiam, bo dotyczy to Firefoksa. Ale to co mnie uderza to nie sprawa Fx, tylko budowa zdań, która jest sprzeczna z tym jak rozumiemy bezpieczeństwo i jego cechy, oraz nielogicznośc konkluzji w stosunku do informacji zawarych wcześniej.

“Z jednej strony otwarte standardy pozwalają tworzyć lepsze strony, ale z drugiej wtyczki, typu Flash zużywają więcej procesora.

Wniosek z tego taki, że wszystkie technologie są równie złe, bo istnieją w sieci”

Czy to ma jakikolwiek sens? No więc nie ma. Zdanie które tutaj komentuje jest parafrazą dokonaną przez dziennikarza, ale w samym raporcie też mamy ładne kwiatki w stylu tezy, że Firefox był w 2008 (!!!) najmniej bezpieczną przeglądarką, bo znaleziono w niej najwięcej błędów (a ile załatano? czy użytkownicy byli narażeni na ryzyko przez choć jeden dzień? To już nie ważne…). Ehh.. kończe już, ale polecam lekturę raportu. Punkt na temat przeglądarek jest błędny w praktycznie każdym zdaniu. Nie mam nawet siły sprawdzać pozostałych punktów, poza tym mniej się znam na bezpieczeństwie systemów poza przeglądarkami. Całośc to jednak w mojej ocenie wstyd :(